Nowości



„Ukraińcy demolują nasze samochody” – Onet o problemach na granicy z Ukrainą


Według polskich przewoźników, „Ukraińcy demolują nasze samochody”, dochodzi do bójek między kierowcami i zdarza się, że polscy kierowcy wracają z Ukrainy pobici. Polscy przewoźnicy domagają się od polskich władz rozwiązania sytuacji, grożąc blokadą przejść granicznych.

Portal Onet.pl podał w sobotę, że dotarł do protokołu z obrad przedstawicieli lubelskich i podkarpackich przewoźników, którzy w tym tygodniu spotkali się w Zamościu, by omówić sytuację na granicy polsko-ukraińskiej. Chodziło głównie o sytuacji polskich ciężarówek, które wracają puste z Ukrainy do Polski. Według dokumentu, zwrócono uwagę na długie, nawet ponad 40-kilometrowe kolejki, bardzo długi czas oczekiwania na kontrolę sanitarną, niewydolność służb celnych, opieszałość urzędników czy kierowanie pustych ciężarówek na prześwietlenie rentgenem, zamiast umożliwienie szybkiego powrotu do kraju.

Przewoźnicy twierdzą, że po stronie ukraińskiej pojawił się istotny problem. Twierdzą, że nie działa polsko-ukraińska o przepuszczeniu wracających do Polski pustych ciężarówek. Choć przez kilka ostatnich tygodni samochody przewożące pomoc humanitarną i artykuły spożywcze do Lwowa po rozładowaniu towaru mogły szybko wrócić do Polski, to obecnie muszą stać w długich kolejkach.

Robert Gradus, właściciel firmy transportowej z Chełma powiedział Onetowi, że tylko strona polska respektuje umowę, umożliwiając szybki powrót na Ukrainę ciężarówek ze zbożem po rozładunku. Jednak Ukraińcy polskich pojazdów przepuszczać nie chcą.

„Na przejściu w Dorohusku rządzą ukraińscy kierowcy. To smutne, ale Ukraina ma gdzieś polskich przewoźników. Nasze samochody muszą czekać przez siedem dni w kolejce” – powiedział Gradus, cytowany przez portal.

Według Jarosława Jabłońskiego z Zamojskiego Komitetu Protestacyjnego, po miesiącu szybkiego odprawiania pustych polskich ciężarówek „ukraińska strona zbuntowała się”. Ukraińcy twierdzą, że Polacy nie pomagają im w odprawach fitosanitarnych i weterynaryjnych. Nie jest jasne, o jakie transporty tu chodzi, ale rozmówcy Onetu twierdzą, że że pomoc humanitarna trafia do żołnierzy i ukraińskiej ludności cywilnej, a gdyby ciężarówki wracały szybciej, to takich transportów byłoby więcej.

Jak podaje Onet.p, gdy „wszystko sprawnie działało, transport z Polski do Lwowa, łącznie z powrotem do kraju, trwał około sześciu dni”. Teraz wszystko trwa nawet dwa razy dłużej, blisko dwa tygodnie. Zaznaczono, że stojącym w długich kolejkach ukraińskim kierowcom nie spodobało się przepuszczanie kierowców z Polski, szczególnie w czasie upałów. Według relacji Gradusa, „dzieją się tam dantejskie sceny”.

„Ukraińcy demolują nasze samochody i wybijają szyby. Dziś w nocy też była taka sytuacja. Dochodzi też do rękoczynów i bójek między kierowcami. Strach tamtędy jechać. To jakaś masakra” – powiedział właściciel firmy transportowej z Chełma. Z kolei Jabłoński podkreślał, że „dość często zdarzały się sytuacje, że auta wracały zniszczone, a kierowcy pobici”. Dodał, że takie sytuacje nadal mają miejsce.

Polscy przewoźnicy domagają się od polskich władz rozwiązania problemu. Zawiązany na spotkaniu Zamojski Komitet Protestacyjny zaapelował oficjalnie do lubelskiego i podkarpackiego urzędu wojewódzkiego. Podkreślają, że muszą mieść mieć możliwość przeprowadzenia przewozów transportowych, bo inaczej będą musieli zamknąć działalność. Dodają, że wówczas jednak polski rynek zostanie zalany firmami ze Wschodu”. Komitet nie wyklucza zorganizowania protestu i zablokowania granicy, jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie.

Onet podaje, że według Izby Administracji Skarbowej w Lublinie kolejki w stronę Polski na przejściach z Ukrainą w Dorohusku i Hrebennem wynikają z bardzo dużej w ostatnim czasie liczby odpraw transportów produktów rolno-spożywczych, w tym zbóż. Przykładowo, w Dorohusku optymalna przepustowość na kierunku do Polski to około 600 odprawianych ciężarówek na dobę, podczas gdy np. w czwartek 25 sierpnia po stronie ukraińskiej przed przejściem na wjazd do Polski czekało około 1,8 tys. ciężarówek. Izba dodaje też, że wiele wjeżdżających do Unii Europejskiej towarów przechodzi nie tylko odprawę celną, ale wymaga też kontroli innych służb i instytucji, w tym kontroli weterynaryjnych, sanitarnych, fitosanitarnych czy inspekcji handlowej.

Podkreślono też, że „polscy celnicy w żaden sposób nie odpowiadają za sytuację po stronie ukraińskiej”.

Jednocześnie, niewymieniony z nazwiska rozmówca Onetu z lubelskiej administracji skarbowej twierdzi, że ponownie, z związku z nowymi wytycznymi „z góry”, wprowadzono dokładniejsze kontrole przejeżdżających ciężarówek. Osoba ta wyjaśnia, że po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskie „w ramach pomocy Ukrainie poluzowano pewne przepisy”, co jednak Ukraińcy zaczęli wykorzystywać. „W przewożonych transportach znajdowało się nie tylko to, co deklarowano w papierach. Dlatego też trzeba było ponownie wrócić do dokładniejszego sprawdzania towarów” – twierdzi źródło portalu Onet.pl.

 

Źródło: Kresy.pl

 


Aby pierwszym poznać wiadomości z Zachodniej Ukrainy, Polski i z całego świata, dołącz do kanału ZUNR w Telegram.


Udostępnić:

Sondaż

Wojsko Polskie zwyciężyło w Bitwie Warszawskiej dzięki...