Konfederacja o wybuchu w Przewodowie: Ukraina powinna przeprosić, polski rząd mataczył i „odstawiał szopkę” [+VIDEO]

21 Listopad 2022

Były próby zrzucenia tego na jakiś przypadkowy wybuch, następnie mieliśmy wielogodzinne milczenie, a potem takie trochę „odstawianie szopki” ze strony rządu – podkreślił poseł Robert Winnicki. Według Grzegorza Brauna, podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego marszałek Terlecki wyraźnie okazywał niezadowolenie z tego, że to nie rosyjska rakieta spadła na Polskę.

W czwartek podczas konferencji prasowej w Sejmie, politycy Konfederacji zarzucili rządowi brak dobrej komunikacji z obywatelami. Wyrazili też oczekiwanie, że władze ukraińskie przeproszą i zadośćuczynią rodzinom ofiar dwóch zabitych mieszkańców Przewodowa (woj. lubelskie).

– W Przewodowie mieliśmy do czynienia z tragicznym wypadkiem, za który strona ukraińska powinna szczerze przeprosić i zadośćuczynić rodzinom ofiar. To elementarz relacji międzynarodowych. Niestety, nie mamy do czynienia z taką postawą. Co gorsza, mamy do czynienia z postawą fatalnego mataczenia ze strony polskiego rządu- powiedział poseł Robert Winnicki.

Jak zaznaczył, już kilka godzin po zdarzeniu było jasne, iż miał miejsce wypadek z udziałem rakiety ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Dodał, że oficjalnie informowali o tym Amerykanie. Z kolei, przypadku Kijowa, „niestety nie mogliśmy liczyć na szczerość i prawdę”. Zaznaczył też, że „ze strony rządu nie było komunikacji w ogóle”.

– Nie było szczerego, uczciwego podejścia. Były próby… był spin medialny, który wychodził ze strony rządowej, gdy próbowano to zrzucić na jakiś przypadkowy wybuch przy pracach rolnych. Następnie mieliśmy wielogodzinne milczenie, a potem niejasne komunikaty i takie trochę „odstawianie szopki” ze strony rządu w późnych godzinach nocnych… To nie jest poważne zachowanie ze strony polskiego rządu – podkreślił.

– Musimy oczekiwać relacji transparentnych, uczciwych. Polacy nie mogą się dowiadywać z CNN, z BBC, z Fox News informacji na temat tego, co dzieje się na polskiej ziemi. To jest zupełnie absurdalne – powiedział Winnicki.

Podkreślił też, że Polska jest krajem, który w największym stopniu pomaga Ukrainie i stąd rząd i Polacy mają prawo oczekiwać od Ukrainy transparentności i uczciwości. – Mamy prawo znać prawdę i mamy prawo, żeby Ukraina zachowała się, jak należy.

Jacek Wilk, polityk Konfederacji powiedział, że interesem Ukrainy wyraźnie jest wciągnięcie do wojny z Rosją Polski, co jest sprzeczne z polskim interesem narodowym. Podkreślił, że Polska nie może pozwolić, by tak się działo. Zwrócił też uwagę na konieczność wzmocnienia polskiej armii i systemów obronnych.

Poseł Grzegorz Braun złożył w imieniu Konfederacji kondolencje rodzinom zabitych w wyniku eksplozji w Przewodowie. Dodał, że w realiach politycznych mamy do czynienia z sytuacją niedopuszczalną, bo choć „nominalnie Polska pozostaje państwem neutralnym”, to w praktyce, z uwagi np. na retorykę władz w Warszawie, która „czyni z Polski stronę wojującą”, już tak nie jest. Zaapelował do władz, by przy okazji tragicznego incydentu przemyśleć tę kwestię, „czy jest rozważne rezygnować ze statusu neutralności”.

– Do Kijowa nie mamy uwag, bo nie mamy wpływu na to, reżim kijowski nie skorzystał z okazji, żeby się zachować jak trzeba, uczciwie – podkreślił Braun. – Niestety, prezydent Zełenski idzie w zaparte, co jest charakterystyczne dla turanizmu, talmudyzmu i banderyzmu. Ta organiczna niezdolność do mówienia prawdy, ta skłonność do manipulowania faktami, etyka i prawda li tylko sytuacyjne – co jest aktualnie dla nas dobre, to jest prawdziwe – dodał. Wyraził też rozczarowanie że władze Polski „przyjmują takie standardy za swoje i występują w charakterze PR-owców Ukraińców”.

Poseł Braun uznał, że należy przedstawić opinii publicznej informację ze środowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego:

– Niektóry, a imiennie wicemarszałek Sejmu [Ryszard] Terlecki, wyrażali tam nieukontentowanie, że nie była to jednak rosyjska rakieta, ponieważ – tak wynikało z kontekstu sytuacyjnego – cieszyliby się, mając podstawy do dalszego egzaltowania opinii publicznej i eskalowania zaangażowania Polski w wojnę.

Polityk zaznaczył też, że „największym prowokatorem okazał się prezydent Zełenski, który podjudzał i podżegał”. Dodał, że niestety w Polsce znaleźli się chętni na taką narrację i znaleźli się „ludzie chętni, by iść na Kaliningrad-Królewiec”.

Jak pisaliśmy, w środę prezydent Andrzej Duda powiedział, że na terytorium Polski, blisko granicy z Ukrainą, spadła najprawdopodobniej rakieta rosyjskiej produkcji wystrzelona przez ukraiński system obrony powietrznej S-300. Zaznaczył, że nie można tu mówić o celowym ataku na Polskę i najprawdopodobniej był to nieszczęśliwy wypadek. Usprawiedliwiał przy tym stronę ukraińską i mówił, że wina jest po stronie Rosji.

Później minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro poinformował, że w miejscu eksplozji w Przewodowie, blisko granicy z Ukrainą, odnaleziono szczątki rakiety systemu obrony powietrznej S-300, którego „używają wojska Rosji i Ukrainy”.

Według szefa BBN, Jacka Siewiery, cały materiał dowodowy ws. wybuchu w Przewodowie, zgromadzony przez Polskę, USA i NATO wskazuje, że mamy do czynienia z rakietą systemu S-300, wystrzeloną przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Usprawiedliwiał zarazem postawę strony ukraińskiej w tej sprawie. Dodał też, że prezydent Andrzej Duda nie widzi problemu, by do śledztwa dopuścić ukraińskich obserwatorów.

Jak pisaliśmy, w środowym komunikacie prasowym, Biały Dom potwierdził informacje o tym, że eksplozja w Przewodowie przy granicy z Ukrainą była najprawdopodobniej efektem uderzenia ukraińskiego pocisku obrony przeciwlotniczej.

Jak podała stacja CNN, lot rakiety, która spadła na terytorium Polski, był śledzony przez samolot NATO, krążący nad polską strefą powietrzną. Dane ze śledzenia pocisku zostały przekazane Polsce i Sojuszowi. Podczas wywiadu Siewiera został zapytany o tę kwestię, dlaczego rakieta nie została zestrzelona, gdy znalazła się nad terytorium Polski.

Ukraina odrzuca oficjalne oświadczenia z Polski, USA i innych krajów zachodnich, według których w Przewodowie spadła najpewniej rakieta z ukraińskiego systemu obrony powietrznej, najprawdopodobniej S-300, wystrzelona w czasie odpierania wtorkowego, zmasowanego ataku rakietowego Rosji na Ukrainę. Władze w Kijowie domagają się dopuszczenia ukraińskich specjalistów do miejsca zdarzenia i do udziału w prowadzonym śledztwie. Oczekują też przedstawienia dowodów na to, że była to ukraińska rakieta.

W środę wieczorem, w ramach codziennego orędzia do narodu ukraińskiego, prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski poruszył temat eksplozji w Przewodowie. – Oczywiście, jedną z głównych kwestii na Radzie Bezpieczeństwa ONZ jest sytuacja w Polsce, wyjaśnienie wszystkich okoliczności, jak rosyjska agresja przekroczyła polską granicę – oświadczył Zełenski. – (…) dążymy do ustalenia wszystkich szczegółów i faktów. Dlatego potrzebujemy, aby nasi specjaliści włączyli się w prace międzynarodowego śledztwa i abyśmy uzyskali dostęp do wszystkich danych, którymi dysponują partnerzy, oraz do miejsca wybuchu.

Przypomnijmy, że Wołodymyr Zełenski już wcześniej, oceniając wybuch w Przewodowie, oświadczył, że „nie ma wątpliwości, iż to nie była ukraińska rakieta”. – Uważam, że była to rakieta rosyjska, biorąc pod uwagę zaufanie do raportów wojskowych – powiedział prezydent Ukrainy. Zażądał też dowodów. – Chcę, byśmy byli sprawiedliwi i jeśli było to użycie naszej obrony przeciwlotniczej, to chcę tych dowodów. Najpierw śledztwo, dostęp i dane, które macie.

Prezydent Ukrainy powtórzył w ten sposób, żądanie wyrażone w środę przez sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, Ołeksija Daniłowa, oczekującego, niezwłocznego dopuszczenia do miejsca wybuchu w Przewodowie przedstawicieli ukraińskiego resortu obrony i pograniczników oraz podania informacji, na podstawie których strona polska mówi o upadku ukraińskiej rakiety ziemia-powietrze. Jak twierdził, Ukraina ma dowody na obecność „rosyjskiego śladu” w tej sprawie.

Niemniej doradca Biura Prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz jeszcze we wtorek wieczorem, komentując wybuch w Przewodowie, nie wykluczał, że faktycznie mogła tam spaść ukraińska rakieta ziemia-powietrze systemu S-300. Jego zdaniem, nie miałoby to jednak znaczenia, bo Ukraińcy bronili się przed wielkim rosyjskim atakiem.

Z kolei główny doradca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy, Mychajło Podolak, otwarcie twierdził, że doszło do celowego ataku Rosji na polskie terytorium. W środę rano, już po pojawieniu się informacji zaprzeczających wersji o upadku rosyjskiej rakiety i wskazujących, że prawdopodobnie był to pocisk z ukraińskiego systemu obrony powietrznej, Podolak zamieścił kolejny wpis. Twierdził w nim, że pełna odpowiedzialność i tak spoczywa na Rosji. W nocy sprawę skomentował na Twitterze również ukraiński minister obrony, Ołeksij Reznikow. Sugerował, że na polskie terytorium spadł rosyjski pocisk rakietowy, twierdząc, że Ukraina ostrzegała przed taką możliwością. Wezwał Zachód do podjęcia w tej sytuacji zdecydowanych działań.

Dodajmy, że dopiero w czwartek Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski złagodził swoje stanowisko w sprawie pochodzenia rakiety, która spowodowała śmiertelny wybuch w Polsce. „Nie wiem w 100% – myślę, że świat również w 100% nie wie, co się stało” – powiedział Zełenski  za pośrednictwem tłumacza w wywiadzie na Bloomberg New Economy Forum. „Nie możemy powiedzieć konkretnie, że była to obrona powietrzna Ukrainy”.

Jak podała CNN, krótko po tym, jak prezydent Ukrainy oświadczył, że na Polskę spadła rosyjska rakieta, do Kijowa zadzwonił doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa i wezwał ukraińskich urzędników, by wypowiadali się ostrożniej. Ponadto, mimo próśb ze strony Zełenskiego, odmówiono mu rozmowy z prezydentem Joe Bidenem.

 

Źródło: Kresy.pl